Trubadur

Terminy

Trubadur

Kompozytor: Giuseppe Verdi

opera w czterech aktach

libretto: Salvatore Cammarano i Leone Emanuele Bardare
według dramatu Antonia Garcii Gutiérreza

oryginalna wersja językowa

prapremiera: Rzym 1853
premiera polska: Warszawa 1854
premiera w Operze Krakowskiej: 8 VI 2013

Realizatorzy:

Reżyseria: Laco Adamik
Kierownictwo muzyczne: Tomasz Tokarczyk
Scenografia, kostiumy Barbara Kędzierska
Przygotowanie Chóru: Zygmunt Magiera
Reżyseria światła: Bogumił Palewicz

Asystent reżysera: Dagmar Bilińska
Asystent kier. muzycznego: Grzegorz Brajner
Inspicjent: Magdalena Wąsowska, Agnieszka Sztencel
Sufler: Dorota Sawka, Krystyna Behounek

Obsada:

SOLIŚCI, ORKIESTRA i CHÓR OPERY KRAKOWSKIEJ

Brak informacji o datach

Historia o dwóch braciach, rozdzielonych przez los, którzy z powodu miłości do jednej kobiety a także politycznych zawirowań stają przeciwko sobie, nieświadomi własnego pokrewieństwa.... Libretto "Trubadura", choć oparte na autentycznych wydarzeniach z dziejów średniowiecznej Hiszpanii, szarpanej wojnami domowymi, uznaje się za zbyt zawikłane, niejasne, głównie z tego powodu, że węzłowe wydarzenia akcji dzieją się poza sceną, istnieją tylko w relacji bohaterów. Wielki sukces opery przypisywano przede wszystkim muzyce - to „rozkosz muzyczna i wokalna” - pisano. Laco Adamik – na przekór tym opiniom – wykorzystując swoje długoletnie doświadczenie narracyjne reżysera stara się, by przedstawienie zabłysło także od strony fabularnej. W jego inscenizacji postacie stają się mięsiste, wydarzenia nabierają kształtów, a raz popełniona zbrodnia pociąga za sobą następne, niczym w tragedii antycznej. 


 Reportaż z przygotowań do premiery spektaklu - zobacz

Artykuły:

Treść libretta

Akt I
Zamek hrabiego di Luna. Kapitan Ferrando nakazuje żołnierzom strzec hrabiego, który co noc pojawia się pod balkonem ukochanej kobiety, Leonory. Ferrando zdradza kompanom tajemnicę rodu (ballada „Di due figli”): hrabia miał brata, przy kołysce którego schwytano starą Cygankę. Dziecko zachorowało i uznano, że to ona rzuciła na nie czary, wobec czego spalono ją na stosie, w zgliszczach znaleziono też szkielet dziecka. Że zaś syn hrabiego zaginął, uznano, iż z zemsty za śmierć matki wykradła go córka Cyganki, lecz nie zdołano odnaleźć ani jej ani chłopca. Stary hrabia był przekonany, że chłopiec żyje i na łożu śmierci drugiemu synowi kazał dalej poszukiwać brata. Ferrando wierzy, że rozpoznałby Cygankę. Wybija północ, żołnierze są przerażeni.

Zamkowe ogrody. Leonora wyznaje Ines, że zakochała się w nieznanym rycerzu, ale niestety wojna ich rozdzieliła. I oto pewnej nocy usłyszała serenadę śpiewaną przez trubadura - to był jej rycerz. Oświadcza, że jeśli nie będzie mogła spędzić życia z ukochanym, gotowa jest dla niego umrzeć (aria „Tacea la notte”).

Hrabia di Luna chce wyznać Leonorze miłość, ale przerywa mu pieśń trubadura. Hrabia domaga się, by zdradził swe imię. To Manrico - nie tylko ubiegający się o rękę Leonory, ale i oficer zbuntowanych wojsk, z którymi wierny monarchii hrabia Luna prowadzi wojnę. Rywale dobywają broni, rozpoczyna się zacięty pojedynek.

Akt II
Obóz w górach. Przy ogniskach Cyganie witają świt (chór „Chi del gitano”).

Ogień przypomina Azucenie zdarzenia z przeszłości: krzyczący tłum, żołnierzy wpychających na stos starą kobietę i słowa: „Pomścij mnie! Pomścij mnie!” (aria „Stride la vampa”). Manrico dowiaduje się od Azuceny, że jej matkę spalono na stosie za rzekome czary. Ona sama zaś wykradła syna hrabiego, ale zaślepiona gniewem - w ogień wrzuciła własne dziecko. Manrico chce zatem wiedzieć, czyim właściwie jest synem. Azucena odpowiada,że zawsze była dla niego matką. On wyznaje, że w pojedynku mógł zabić hrabiego di Luna, ale wewnętrzny głos go powstrzymał. „Jeśli następnym razem będziesz miał taką okazję, nie wahaj się!” - odpowiada Azucena.

Przybywa Posłaniec z wiadomościami od Ruiza: Manrico z drużyną ma bronić zdobyty zamek Castellor przed wojskami Luny. Donosi również,że Leonora, przekonana, iż jej ukochany nie żyje, zamierza wstąpić do klasztoru. Tymczasem Manrico, mimo błagań Azuceny, udaje się na spotkanie z ukochaną.

Klasztor niedaleko zamku Castellor. Hrabia di Luna nie traci nadziei, że zdobędzie Leonorę: porwie ją i poślubi nawet wbrew jej woli. Leonora, nim zamknie się za nią klasztorna furta, chce pożegnać się z Ines. Hrabia nie zamierza czekać, ale jego plany niweczy Manrico. Leonora odchodzi z ukochanym, a Luna musi uznać przewagę drużyny Ruiza wspierającej Manrica.

Akt III
Obóz wojsk Luny pod zamkiem Castellor. Schronił się w nim Manrico z drużyną. Żołnierze Luny przygotowują się do bitwy, wierząc w zwycięstwo. Schwytano Cygankę, która kręciła się po obozie. Azucena twierdzi, że szuka syna, ale Ferrando poznaje, że to ona wrzuciła w ogień dziecko. Hrabia nareszcie może pomścić brata: rozkazuje, by Azucenę spotkał ten sam los, co jej matkę.

Zamek Castellor. Trwają przygotowania do ślubu Leonory i Manrica, który uspokaja ukochaną przed spodziewanym atakiem wojsk Luny. Nawet gdyby zginął, spotka się z nią w niebie. Miłosne wyznania przerywa Ruiz z wiadomością o uwięzieniu Azuceny. Manrico zbiera żołnierzy do walki („Di quella pirra”).

Akt IV
Pod wieżą zamku hrabiego di Luna. Ruiz przyprowadza Leonorę, gdyż wyprawa Manrica zakończyła się niepowodzeniem: jej ukochany został pobity i uwięziony w zamkowej wieży.

Leonora wspomina swą miłość (chór „Miserere” i aria „D’amor sull’ali rosee vanne”). Z oddali dobiega śpiew mnichów modlących się za duszę tych, których wkrótce spotka śmierć, słychać głos Manrica żegnającego Leonorę.

Hrabia rozkoszuje się zemstą, ale ręki Leonory nie zdobył. I oto ona sama ofiaruje mu siebie. Stawia tylko jeden warunek: Luna uwolni Manrica. Hrabia przystaje na propozycję nie wiedząc, że Leonora wypiła ukradkiem truciznę.

Uwięzieni Manrico i Azucena powracają myślami do szczęśliwych chwil spędzonych w górach. Azucena zasypia. Leonora przynosi Manricowi wolność i prosi, by co prędzej uciekał. Kiedy ten orientuje się, że ukochana nie chce z nim iść, uznaje, że go zdradziła i dopiero kiedy zaczyna działać trucizna, pojmuje, co się stało, Leonora zaś umierając, wyznaje mu prawdę. Hrabia rozkazuje zgładzić Manrica. Azucena, widząc egzekucję, oświadcza Lunie, że zabił własnego brata. Śmierć jej matki została pomszczona.

Jacek Marczyński „Przewodnik operowy”, Świat Książki 2011

Fragmenty recenzji

"Najważniejsza jest tu, wbrew tytułowi opery, tragiczna postać Cyganki Azuceny, jedna z najistotniejszych w romantycznej literaturze operowej partii mezzosopranowych. Dominuje ona także w realizacji krakowskiej, gdzie w pierwszej obsadzie wystąpiła Małgorzata Walewska, a w drugiej - Agnieszka Rehlis. Ale i pozostałe role obsadzone są w większości przez dobrych śpiewaków (choć jedni mają mocniejszą stronę aktorską, inni popisują się przede wszystkim głosem), z których duża część należy do zespołu Opery Krakowskiej - to atut tej instytucji."
Dorota Szwarcman, „Polityka”, 19.06.2013

***

Przedstawienie charakteryzuje pełny profesjonalizm w każdej płaszczyźnie realizatorskiej - jest to spektakl na europejskim poziomie wykonawczym. Reżyser Laco Adamik nic nie udziwniał ani nie szukał odniesień do teraźniejszości, ale zadbał o Zachowie tradycyjnej konstrukcji formalnej i dramaturgicznej dzieła. Z intelektualnym wyczuciem zawierzył Verdiemu, dając się prowadzić poprzez zmieniające się klimaty, pozostając wierny zamysłom kompozytorskim Verdiego. Ten zabieg pozwolił na zbudowanie rzetelnego przekazu emocji. Na ukazanie głęboko psychologicznej prawdy w relacjach pomiędzy bohaterami. Efektem jest doskonałe upostaciowienie ról, znakomite narastanie doznań, co czyni spektakl prawdziwym. Nieco oszczędna, a nawet nacechowana surowością scenografia Barbary Kędzierskiej to wynik przemyślanych i zamierzonych działań zmierzających do podkreślenia tragizmu sytuacyjnego dramatu, dając dobry przykład podporządkowania faktury scenograficznej zdecydowanie ważniejszej fakturze muzycznej dzieła. Ale "Trubadur" na krakowskiej scenie nade wszystko urzeka warstwą muzyczną. Orkiestra brawurowo prowadzona przez Tomasza Tokarczyka tworzy doskonałą a linię napięć i kontrastów wyrazowych, zacierając niedomogi libretta. Precyzja, dbałość o każdy niuans, każdą nutę daje mocne oparcie dla solistów i chóru  - doskonale przygotowanego, którego rola w tej operze jest znacząca.  (...) Bezdyskusyjnie heroiną premierowego wieczoru była Małgorzata Walewska, która zachwyciła w roli Azuceny. Aktorską i wokalną pełnią łączyła głos i śpiew, gest i ruch. Nad wyraz wiarygodna w tragedii nieszczęśliwej Cyganki, przerażająco prawdziwa w zawziętości, w pragnieniu zemsty, przepełniona obłędem żarliwej matczynej miłości. Niezrównana w głośnej i znanej arii "Stride la vampa" z II aktu, dała popis wokalno-aktorskiej maestrii. W tytułową rolę trubadura Manrico wcielił się Arnold Rutkowski i urzekł publiczność interesującą barwą tenorowego brzmienia oraz muzyczną wyobraźnią (...) Występująca w roli Leonory Katarzyna Oleś- Blacha doświadczeniem i czysto prowadzoną frazą obroniła dźwiękowo kolorystyczne powaby o napiętym emocjonalnie klimacie przypisanej roli. Doniosłe i liczne duety i ansamble wybrzmiewały z dużą dbałością i precyzją stanowiąc swoiste perełki dopełniające geniuszu muzyki kompozytora. Z recenzencką rzetelnością należy odnotować, iż spektakl premierowy zakończył się owacją na stojąco a my par exellance uznajemy krakowską inscenizację Trubadura za wydarzenie artystyczne. Tym samym gorąco polecamy Czytelnikom krakowski spektakl.

Marek Zabiegaj i Bogdan Zabiegaj
"New Time", 28.06.2013, Londyn / "Polish weekly", 3.07.2013, Australia / "Gazeta", Kanada / Toronto i Ontario 4.07.2013

***

"Inscenizacja Adamika rzeczywiście jest romantyczną bajką: malowniczą i wciągającą, utrzymaną w stylistyce filmu „płaszcza i szpady”. Malowniczość zawdzięczamy Barbarze Kędzierskiej, która ubrała bohaterów w piękne średniowieczne kostiumy i zbudowała ascetyczną, mroczną scenografię, doskonale podkreślającą ich tragiczne losy."
Monika Partyk, „Ruch Muzyczny”, 7.07.2013

***

"Verdi w Krakowie wypada nieźle, przynajmniej ostatnio. Niezła była "Traviata" sprzed dwóch lat, dobre wyprodukowane nieco wcześniej "Requiem". Ale Trubadur te realizacje pobił wczoraj o głowę. Przede wszystkim muzycznie. W niedzielę wieczorem na scenie usłyszeliśmy po prostu verdiowskie głosy – bez jakiejkolwiek przesady."
Marcin Kaczmarczyk [bachandlang.blogspot.com]

 

O spektaklu

Verdi pisał „Trubadura” po sukcesie „Rigoletta” (1851), przed przystąpieniem do pracy nad „Traviatą”. Początkowo myślał o wystawieniu utworu w Teatro San Carlo w Neapolu, ale kiedy negocjacje nie powiodły się, głównie z powodu wymagań finansowych, premierę przygotowano w Teatro Apollo w Rzymie. Przybywszy do Wiecznego Miasta kompozytor prowadził więc próby opery a nocą w apartamentach pracował nad „Traviatą”. Premiera odbyła się w styczniu 1853 roku. Wbrew oczekiwaniom – Verdi narzekał na obsadę - „Trubadur” odniósł niebywały sukces. Wkrótce uliczne orkiestry i katarynki wygrywały arię Azuceny „Stride la vampa” i „Miserere” z IV aktu. Kilka lat po premierze Verdi pisał do przyjaciela: ” Gdziekolwiek pojedziesz, do Indii czy środkowej Afryki, wszędzie słychać Trubadura”. Polska prapremiera odbyła się już w 1854 roku w Warszawie.

Utwór opowiada historię o dwóch braciach, rozdzielonych przez los, którzy z powodu miłości do jednej kobiety a także politycznych zawirowań stają przeciwko sobie, nieświadomi własnego pokrewieństwa.... Libretto Trubadura, choć oparte na autentycznych wydarzeniach z dziejów średniowiecznej Hiszpanii, szarpanej wojnami domowymi, uznaje się za zbyt zawikłane, niejasne, głównie z tego powodu, że węzłowe wydarzenia akcji dzieją się poza sceną, istnieją tylko w relacji bohaterów. Wielki sukces opery przypisywano przede wszystkim muzyce - to „rozkosz muzyczna i wokalna” - pisano. Laco Adamik – na przekór tym opiniom – wykorzystując swoje długoletnie doświadczenie narracyjne reżysera stara się, by przedstawienie zabłysło także od strony fabularnej. W jego inscenizacji postacie stają się mięsiste, wydarzenia nabierają kształtów, a raz popełniona zbrodnia pociąga za sobą następne, niczym w tragedii antycznej. Będziecie Państwo strwożeni i wzruszeni.

Premierą „Trubadura” Opera Krakowska czci Rok Verdiego. W historii krakowskiej sceny to pierwsza realizacja tego tytułu.