Don Pasquale

Terminy

Don Pasquale

Kompozytor: Gaetano Donizetti

opera komiczna w 3 aktach 
libretto – Giovanni Ruffini (M.A.)

prapremiera: Paryż, 3.01.1843
premiera polska: Warszawa, 1844

premiera w Operze Krakowskiej: 2.12.2016
oryginalna włoska wersja językowa z polskimi napisami

Realizatorzy:

Reżyseria: Jerzy Stuhr
Kierownictwo muzyczne: Tomasz Tokarczyk 
Scenografia: Alicja Kokosińska
Kostiumy: Maria Balcerek
Ruch sceniczny: Jacek Tomasik
Reżyseria światła: Bogumił Palewicz
Kierownictwo chóru: Jacek Mentel

Współpraca muzyczna: Paweł Szczepański
Asystent reżysera: Bożena Walczyk-Skrzypczak, Bartosz Buława, Anna Popiel
Asystent kostiumografa: Magdalena Kut
Asystent kierownika chóru: Joanna Wójtowicz
Inspicjentki: Justyna Jarocka-Lejzak, Magdalena Wąsowska
Suflerki: Dorota Sawka, Maria Mitkowska, Dagmar Bilińska-Korban
Korepetytorzy solistów: Kristina Kutnik, Olga Tsymbaluk, Grzegorz Brajner
Akompaniator chóru: Wioletta Fluda

tłumaczenie tekstu na tablicę świetlną: Dorota Sawka

Obsada:

SOLIŚCI, ORKIESTRA, BALET i CHÓR OPERY KRAKOWSKIEJ

Brak informacji o datach

Prawdziwy klejnot wdzięku, melodyjności i beztroskiego humoru. Wystawiona po raz pierwszy w Paryżu w 1843 odniosła oszałamiający sukces i szybko podbiła świat. Donizetti skomponował ją w rekordowym tempie, bo zaledwie w ciągu 11 dni. 

Podstarzały bogaty mieszczanin Don Pasquale zamierza wydziedziczyć swojego siostrzeńca Ernesta, który oczekując na spadek po wuju, pragnie poślubić biedną Norinę. Don Pasquale knuje niecny plan i sam postanawia się ożenić. Na swego powiernika wybiera Doktora Malatestę, nie wiedząc, że ten prawdziwą sympatią darzy młodego Ernesta. Tym sposobem Malatesta, Norina i Ernesto, usiłują wystrychnąć Don Pasquale na dudka. Planują wiec zabawną intrygę…


Reportaż z przygotowań do premiery spektaklu - zobacz

Artykuły:

Treść opery


Akt I

Odsłona 1
Bogaty stary kawaler Don Pasquale pragnie się ożenić, aby tym sposobem wydziedziczyć swego siostrzeńca Ernesta, który chce zawrzeć związek małżeński wbrew woli wuja, ale nie może tego uczynić bez finansowego wsparcia z jego strony. O znalezienie odpowiedniej kandydatki poprosił Pasquale swego przyjaciela doktora Malatestę. Ten oświadcza mu, że najodpowiedniejszą osobą będzie jego własna siostra, Sofronia, ciche i skromne dziewczę wychowane w klasztorze. Ernesto, dowiedziawszy się o planach wuja, jest zrozpaczony, a jego gniew kieruje się przeciwko doktorowi, którego podejrzewa o zdradę łączącej ich dotąd przyjaźni.

Odsłona 2
Narzeczona Ernesta, Norina, czyta list, w którym Ernesto donosi jej o matrymonialnych planach wuja, jednak odwiedzający ją doktor Malatesta wyjaśnia, iż po to właśnie przyjął rolę swata Don Pasquala, aby dopomóc jej i Ernestowi. Według pomysłu doktora to właśnie ona, Norina, ma być przedstawiona Don Pasqualowi jako Sofronia, a po podpisaniu fikcyjnego kontraktu ślubnego tak mu uprzykrzy życie, że ten, aby się jej pozbyć, zgodzi się na wszelkie warunki. Norina przy wtórze doktora wesoło przygotowuje się do wymyślonej dla niej roli.


Akt II

Ernesto, który nie wie o sprytnym planie doktora Malatesty ubolewa nad swym smutnym losem. Tymczasem do domu Don Pasquala przybywa doktor z przebraną odpowiednio Noriną, którą Don Pasquale jest tak oczarowany, że z miejsca posyła po notariusza aby spisać akt ślubu. Przybywa podstawiony notariusz. Doktor dyktuje mu akt, na mocy którego rzekoma Sofronia zostaje właścicielką połowy majątku swego małżonka. Ernesto, któremu Malatesta na stronie wyjaśnił swój sprytny plan, chętnie składa swój podpis na akcie, jako świadek. Po podpisaniu owego kontraktu zachowanie Noriny ulega nagłej zmianie. Ze skromnej i potulnej dziewczyny przekształca się w nieznośną despotkę i poczyna wydawać dyspozycje, które grożą jej rzekomemu małżonkowi ruiną finansową. Don Pasquale jest zdumiony i przerażony tą metamorfozą.


Akt III

Odsłona 1
Don Pasquale ma w domu istne piekło. Rzekoma Sofronia tyranizuje go bezlitośnie. Przyjęła cały legion służby, a w różnych sklepach pozamawiała kosztowne stroje. Teraz oświadcza nieszczęsnemu Pasqualowi, że wybiera się do teatru i wróci dopiero nad ranem. Jednakże wychodząc niby niechcący upuszcza liścik, z którego wynika, że zamiast iść do teatru ma się w ogrodzie spotkać z kochankiem. Wściekły Don Pasquale każe sprowadzić doktora Malatestę i czyni mu gorzkie wyrzuty. Doktor wysłuchuje spokojnie jego skarg i proponuje plan przyłapania wiarołomnej żony na gorącym uczynku, co usłyszawszy Don Pasquale odzyskuje dobry humor, wyrażony w kapitalnym duecie z doktorem.

Odsłona 2
W ogrodzie Ernesto przy wtórze odległego chóru śpiewa sentymentalną serenadę. Zbliża się do niego Norina i oboje oddają się marzeniom o bliskim już szczęściu. Widząc nadchodzącego Don Pasquala Ernesto kryje się wśród krzewów. Don Pasquale zastaje Norinę samą. Żąda, aby wyjawiła mu imię kochanka, a wobec odmowy oświadcza, iż będzie musiała ona opuścić jego dom, ponieważ postanowił właśnie zgodzić się na małżeństwo Ernesta z Noriną i sprowadzić ich oboje do siebie. Na to spośród drzew wyłania się Ernesto. Sytuacja wyjaśnia się: Don Pasquale dowiaduje się, że Sofronia i Norina to jedna i ta sama osoba. Początkowo zdumiony i zły, w końcu jednak wybacza wszystkim odegraną przed nim komedię i cała historia kończy się szczęśliwie.

Józef Kański

Fragmenty recenzji


Z niełatwej próby debiutu na operowej scenie reżyser Jerzy Stuhr wyszedł zwycięsko. Sprawna i obfitująca w szereg oryginalnych i zabawnych pomysłów inscenizacyjnych reżysera daje powód do wyśmienitej  zabawy publiczności śledzącej meandry scenicznej intrygi miłosnej. Jednakże prawdziwą ucztę duchową niesie ze sobą muzyka. Od bogatej stylowo uwertury do sceny finałowej orkiestra pod batutą Tomasza Tokarczyka prowadzona jest z finezją i wyobraźnią, oddając w pełni brzmienie, urok i werwę klimatu epoki włoskiego mistrza.  (...) Rewelacyjnie upostaciowiona w roli Noriny sopranistka  Alexandra Flood dysponuje głosem o rozległej skali z doskonałą koloraturową techniką, a przy tym gra z wirtuozowskim rozmachem. Wyrazistą partię młodego Ernesta śpiewał Andrzej Lampert, czarując pięknym, nośnym tenorem i równo, czysto prowadzoną frazą. W postaci doktora Malatesty błyszczał jak zwykle brawurą, czystością intonacji brzmienia i wysoką kulturą wokalną baryton Mariusz Kwiecień. Odtwarzający tytułową rolę podstarzałego, acz bogatego Don Pasquale - Grzegorz Szostak (bas) zachwycał formą wokalną z łatwością pokonując zawiłości partytury. Artysta swobodnie i z wdziękiem stworzył postać o dużej vis comica. W niewielkiej, choć znaczącej roli Notariusza, wystąpił Jerzy Stuhr i nie dość, że koncertową grą aktorską wzbudził salwy śmiechu, to śpiewał poprawnym operowym basem.
Na osobne wyróżnienie zasługuje pełna estetyzujących wrażeń, wierna epoce sztuki dekoracja Alicji Kokosińskiej oraz barwne i bogate  stylowe kostiumy Marii Balcerek współgrające z charakterem muzyki  treścią libretta. Rzetelnie przygotowany przez Jacka Mentla chór opery wraz  z doskonale skrojonym ruchem scenicznym, będącym dziełem Jacka Tomasika, tworzą zgrabne zwieńczenie urokliwego, skrzącego humorem i co najważniejsze stojącego na europejskim poziomie inscenizacyjnym przedstawienia.

Marek Zabiegaj, Bogdan Zabiegaj
„Tygodnik Polski”, Australia, 25.01.2017 / „Nowy Czas”, Londyn, styczeń 2017 / „Słowo Krakowa”, styczeń 2017 / „Nowy Dziennik”, USA, styczeń 2017


(...) Stwierdzamy z recenzencką rzetelnością, iż „Don Pasquale” w krakowskiej Operze przynosi chwałę tej scenie, a tym samym stało się wydarzeniem teatralnym Krakowa. 

Marek Zabiegaj, Bogdan Zabiegaj
„Tygodnik Polski”, Australia, 25.01.2017 / „Nowy Czas”, Londyn, styczeń 2017 / „Słowo Krakowa”, styczeń 2017


Jerzy Stuhr niczego nie uwspółcześnił (…). W Krakowie komediowe sytuacje budują: ruch, gest, nawet spojrzenie i oczywiście kostiumy – na granicy przerysowania, ale zachowujące dobry smak (autorka Maria Balcerek). Reżyser jednak nie odtwarza przeszłości, on się nią bawi i wzbogaca, choćby wprowadzeniem rewii mody XVIII-wiecznego Lagerfelda. Resztę dodają wykonawcy. Mariusz Kwiecień jest samym żywiołem, daje popis pięknego belcantowego śpiewania, ale i uświadamia, że ważne jest także wykorzystanie każdego słowa. A drobne zaakcentowanie czy wydłużenie nuty może nadać Malateście nowych cech. Mariusz Kwiecień nie jest jednak sam. W brawurowym, bisowanym na życzenie widzów duecie Malatesty i Don Pasquale miał partnera – Grzegorza Szostaka, który wokalnie i aktorsko bezbłędnie czuje styl opery komicznej. Zupełnie inny, liryczny jest siostrzeniec Ernesto, w którego ariach Andrzej Lampart odnalazł wiele wokalnych niuansów, co rzadko się zdarza polskim tenorom w tej roli (…).

Jacek Marczyński, „Rzeczpospolita”, 5.12.2016


Wyszło lekko, zabawnie, uroczo. (...) W śpiewaną historię intrygi, która przekonać ma podstarzałego Don Pasquale do ślubu jego bratanka z kobietą niepochodzącą z wyższych sfer, ale obdarzoną przymiotami ducha, Jerzy Stuhr umiejętnie wpisał rozważania o konwencji opery i teatru w ogóle. W pierwszej części idziemy przez dość przykładną inscenizację, by w drugiej wybiec nieco w stronę współczesności. Z wdziękiem i bez pretensjonalności. W partii Malatesty usłyszeliśmy podczas premiery Mariusza Kwietnia. Baryton znany ze sceny Metropolitan Opera nie zawiódł. Zaprezentował mocny głos i umiejętności aktorskie. Duetem z grającym głównego bohatera Grzegorzem Szostakiem po prostu uwiedli publiczność - do tego stopnia, że zostali wywołani na bis. (...) Warto dodać na marginesie, że w ogóle znakomicie wypadają w przedstawieniu sceny zbiorowe. Wizualnie wprost zachwycają swoim choreograficznym porządkowaniem akcji i przestrzeni sceny. Ale bohaterem spektaklu był zdecydowanie sam Stuhr. Pojawił się na scenie w roli Notariusza, co oczywiście wywołało burzę oklasków. Mała acz zabawna partia wyszła mu śpiewająco. I z humorem.

Łukasz Gazur, „Dziennik Polski”, 5.12.2016


Znany z zamiłowania do włoskiej kultury Stuhr idealnie odnalazł się w gatunku opery buffa, eksponując zręcznie wszystkie smaczki z doskonałego skądinąd libretta autorstwa Giovanniego Ruffiniego. Historia safanduły Don Pasquale, który mimo sędziwego wieku postanawia pójść do ołtarza z podsuniętą mu przez znajomego doktora młódką, przedstawiona jest w sposób tradycyjny. I to okazało się być strzałem w dziesiątkę. Oto otrzymujemy solidną i bezpretensjonalną farsę, nad którą unosi się Molierowski duch. (...) W „Don Pasquale” Stuhr postawił z jednej strony na proste środki, z drugiej, jako wytrawny aktor zadbał o jakość aktorskiej gry. (...) Co jakiś czas reżyser puszcza do nas oko, przypominając o umowności gatunku. Tak jest w scenach, w których uczestniczą Doktor Malatesta (Mariusz Kwiecień) i Don Pasquale (Grzegorz Szostak), wtedy także, gdy na scenę ni stąd, ni zowąd wchodzi otoczony swymi modelami XVIII-wieczny Karl Lagerfeld, albo kiedy zrobione z żywopłotów figury szachowe nagle zaczynają się ruszać. Podczas piątkowej premiery największą niespodzianką był też udział samego Stuhra, który ku uciesze publiczności wystąpił w roli Notariusza. Podczas premiery niedzielnej tę partię zaśpiewał Krzysztof Dekański. Świetny aktorsko był cały kwartet solistów. Wspaniale wypadł ulubiony baryton nowojorskiej, ale i krakowskiej publiczności - Mariusz Kwiecień, dla którego Doktor Malatesta to jedna z popisowych ról, które zdążył wykreować w najważniejszych teatrach operowych świata. Występy Kwietnia w Krakowie to zawsze wielkie wydarzenie, zwykle jednak było tak, że śpiewak był najjaśniejszą częścią obsady. Tym razem, z czego można się tylko cieszyć, znalazł on wspaniałych, godnych jego talentu scenicznych partnerów. Brawa należą się Grzegorzowi Szostakowi, który zachwycał nie tylko swoim basem, ale i niesamowitą vis comica. Cudownie było słuchać duetu Kwietnia i Szostaka (Cheti, cheti), który dwukrotnie brawurowo wykonali przy opuszczonej kurtynie, skupiając na sobie cała uwagę publiczności. Po raz kolejny swą wysoką pozycję potwierdził Andrzej Lampert, który świetnie wypadł w roli Ernesta. W pamięci zapadła mi zwłaszcza zaśpiewana z uczuciem serenada Com'è gentil. Po tym spektaklu stwierdzam, że Lampert wyrasta na jednego z najlepszych polskich tenorów. Pełna dziewczęcego blasku Alexandra Flood (Norina) pod względem aktorskim była bez zarzutu. Jej strojenie min i kaprysy wywoływały od razu uśmiech na twarzy. (...) Czysto i pięknie zabrzmiał Chór Opery Krakowskiej, po raz pierwszy przygotowany przez nowego kierownika Jacka Mentla. (...)  Uroczo wypadło trio muzyczne, złożone z dwóch gitarzystów (Patryk Bała i Marcin Herman) oraz grającej na tamburynie Żanety Seweryn. Podobały mi się kostiumy przygotowane przez niezawodną Marię Balcerek, zwłaszcza kreacja Don Pasquale, Doktora Malatesty, przewrotnie klasyczne stroje chóru, błyszczące czarne płaszcze Noriny i Ernesta oraz barokowe peruki. Sprawdziła się inspirowana Pompejami, przepełniona odważnymi kolorami scenografia debiutującej w Operze Krakowskiej 23-letniej Alicji Kokosińskiej. Ciekawym zabiegiem była zaproponowana przez nią podłoga szachowa, podobało mi się także stworzone przez nią rzymskie atrium. 

Jerzemu Stuhrowi udało się zrobić wartki spektakl bez absolutnie żadnych dłużyzn, w którym każdy gest i spojrzenie ma swoje uzasadnienie, a każdy śpiewak, łącznie z śpiewakami chóru, wie dokładnie kogo i jak ma grać. Po takiej dawce humoru okraszonego szczyptą ironii i podanego za pomocą pięknego bel canta, mogę powiedzieć tylko: Panie Profesorze, prosimy o więcej! Don Pasquale w Operze Krakowskiej polecam wszystkim, szczególnie zaś Panom w wieku głównego bohatera, którym marzą się na starość dużo młodsze partnerki.

Mateusz Borkowski, portal natemat.pl, 6.12.2016


Dowcipna akcja opery Donizettiego, skupiona na perypetiach starego Don Pasquale marzącego o ślubie z młodą, piękną dziewczyną, została poprowadzona przez reżysera z poczuciem humoru i komediowym esprit, a dowcip sytuacyjny został mocno zaakcentowany. Stuhrowi nie była potrzebna znajomość partytury (choć i z tym Profesor radzi sobie nieźle), natomiast w realizacji opery bardzo pomogła mu  znajomość języka włoskiego i sympatia, jaką darzy Italię. Wyczarował spektakl, który wpisuje się w teatralne przedstawienie z gatunku takich, za jakimi tęskni i o jakich marzy. Tradycyjne, zgodne z epoką, bez zbędnego (zwłaszcza w tym przypadku) przenoszenia akcji we współczesność czy wykorzystywaniu uwielbianych obecnie przez reżyserów udziwnień lub nowoczesnych form przekazu. Reżyser podkreślił i uwypuklił charakterystyczne cechy postaci głównie w formie aktorskich gagów, co w zupełności wystarczyło dla oddania komizmu poszczególnych scen. (...) Śmiech i radość towarzyszyły z resztą publiczności zgromadzonej tłumnie w Operze Krakowskiej przez cały piątkowy wieczór. Niepodważalny sukces spektaklu jest dziełem nie tylko Jerzego Stuhra, ale także artystów, którzy wzięli udział w tym przedsięwzięciu. 

Anna Kańska-Małachowska, portal nascenie.info, 5.12.2016


Jerzy Stuhr (…) stworzył spektakl w którym, nie przeszkadzając wykonawcom w spełnianiu ich wokalnych zadań, skupił się na podkreśleniu komediowych - tekstowych i sytuacyjnych - wątków, stworzył prawdziwy teatr. Spektakl został bardzo dobrze przygotowany muzycznie i takoż wykonany (…). Rewelacyjny pod każdym względem był Mariusz Kwiecień jako Malatesta, pięknie śpiewał skrzywdzony przez wuja Andrzej Lampert. Dodać do tego jeszcze należy chór przygotowany przez Jacka Mentla, wdzięczny jego ruch sceniczny – dzieło Jacka Tomasika, dobrą grę świateł zaplanowaną przez Bogumiła Palewicza. „Don Pasquale” to udana pozycja w repertuarze Opery Krakowskiej. W piątek opuszczaliśmy gmach Opery rozbawieni i radośni.

Anna Woźniakowska, portal polskamuza.eu, 3.12.2016 


Salwy śmiechu na widowni, owacja na stojąco, bisy w trakcie spektaklu, Mariusz Kwiecień w najwyższej formie i Jerzy Stuhr – doświadczony w komediowym repertuarze debiutant. Premiera „Don Pasquale” Gaetano Donizettiego w Operze Krakowskiej to spektakl, którego prędko się nie zapomni (…). Rękę Jerzego Stuhra w interpretacji „Don Pasquale” widać było przede wszystkim na płaszczyźnie aktorskiej (…). Widownia co rusz wybuchała głośnym śpiewem, praktycznie od pierwszych nut spektaklu. Tu należą się bardzo niskie ukłony odtwórcy roli Don Pasquale, Grzegorzowi Szostakowi, na którego najbardziej wyrazistej postaci, spoczywał niemal cały ciężar gatunkowy dzieła. Szostak wykreował rolę nie tylko bezbłędną muzycznie, ale też autentyczną i przekonywającą, choć wymagającą sporego dystansu do siebie (…). Mariusz Kwiecień, w roli Malatesty, zaprezentował się w formie najwyższej. Pewność siebie, pewność głosu, nienagannie pod względem technicznym. Aktorsko wyraziście, miękko, subtelnie i naturalnie. Widać było, że świetnie się w tym zespole czuje, że doskonale czuje też swoją rolę i muzykę Donizettiego. Nic dziwnego, że im dłużej był na scenie, im bardziej magnetyzował wymagającymi ariami i duetami, tym bardziej hipnotyzował publiczność, wśród której czuć było rosnące zaaferowanie (…). Towarzyszyła mu Alexandra Flood, australijska sopranistka koloraturowa (…). I tu mieliśmy do czynienia z aktorskim popisem, doprowadzającym widownię do płaczu. Rzecz jasna - ze śmiechu. Flood podołała zarówno miejscom komediowym, wymagającym dynamiki i charyzmy, jak i scenom lirycznym. Jej duet z Ernesto - Andrzejem Lampertem –  „Tornami a dir che m’ ami”, zapamiętam jako jedno z najlepszych wykonań tej części opery (…). Na scenie pojawił się też sam Jerzy Stuhr, w roli Notariusza, którego zagrał tak, że widownia kładła się między fotelami rycząc ze śmiechu. To epizodyczna partia basu, jednak dzięki kreacji aktora, bardzo wyrazista. A także, o czym może warto wspomnieć, intonacyjnie bezbłędnie zaśpiewana (…).

„Don Pasquale” Donizettiego w Operze Krakowskiej to więc efekt bardzo ścisłej współpracy dyrygenta Tomasza Tokarczyka z reżyserem i aktorem, który podporządkował sobie tekst i stronę aktorską. Dzięki temu finalnie otrzymaliśmy dzieło osadzone bardzo mocno w słowie, a muzycznie wykonane na najwyższym poziomie (brawa dla orkiestry, brawa dla solistów). Nie sposób nie wspomnieć o chórze Opery Krakowskiej, który – tradycyjnie – jako zespół do zadań specjalnych wykonał swoją partię, jednocześnie budując scenografię. Publiczność brawami przerywającymi spektakl nagradzała także pracę zespołu technicznego, odpowiedzialnego za szybkie tworzenie nowych rzeczywistości na scenie. Na koniec wypełniona po brzegi widownia niemal zamęczyła artystów oklaskami podczas owacji na stojąco”.

Katarzyna Paluch, portal onet.pl, 3.12.2016