Opowieści Hoffmanna

Terminy

Opowieści Hoffmanna

Kompozytor: Jacques Offenbach

opera fantastyczna w 5 aktach (w 3 aktach z prologiem i epilogiem)
libretto: Jules Barbier i Michael Carré na podstawie opowiadań E.T.A. Hoffmanna

prapremiera: Paryż, Opera-Comique, 10.02.1881
prapremiera polska – Lwów, 1884
premiera w Operze Krakowskiej: 9.06.2017

oryginalna francuska wersja językowa z polskimi napisami

Realizatorzy:

Reżyseria i kostiumy: Michał Znaniecki
Kierownictwo muzyczne: Tomasz Tokarczyk
Scenografia: Luigi Scoglio
Choreografia: Diana Theocharidis  
Przygotowanie chóru: Jacek Mentel
Reżyseria światła: Bogumił Palewicz

Współpraca muzyczna: Paweł Szczepański
Asystentki reżysera: Zofia Dowjat, Dagmar Bilińska-Korban
Asystent kostiumografa: Joanna Medyńska
Asystent choreografa: Adam Mośko
Asystentka kierownika chóru: Joanna Wójtowicz
Inspicjentki: Magdalena Wąsowska, Justyna Jarocka-Lejzak
Suflerki: Dorota Sawka, Maria Mitkowska

Korepetytorzy solistów: Kristina Kutnik, Olga Tsymbaluk, Grzegorz Brajner, Katarzyna Starzycka (współpraca)
Akompaniator chóru: Wioletta Fluda
Akompaniator baletu: Emilia Strzecha
Tłumaczenie tekstu na tablicę świetlną: Dorota Sawka

Obsada:

SOLIŚCI, ORKIESTRA, CHÓR I BALET OPERY KRAKOWSKIEJ

Brak informacji o datach

Offenbach, autor ponad stu operetek, przez całe pracowite życie marzył o stworzeniu opery, która wyniesie go w rejony sztuki wysokiej. Tą jedyną, którą pisał ścigając się już ze śmiercią są „Opowieści Hoffmanna”.  Premiery nie dożył, odbyła się w cztery miesiące po jego odejściu. Dzieło uznano za szczytowe osiągnięcie kompozytora. Libretto opery oparte jest na kilku opowiadaniach niemieckiego romantyka, prekursora fantastyki grozy, E.T.A. Hoffmanna, który występuje w niej także jako postać. To on opowiada dzieje swoich miłości do trzech kobiet: Olimpii, Antonii i Giulietty. Każda z miłości jest inna i każda nieosiągalna, ponieważ zawsze jakiś demon zła krzyżuje plany spełnienia. Hoffmannowi pozostaje wierna wyłącznie Muza, tylko ją może kochać, bo taki jest los Poety. Muzyka opery idealnie przylega do warstwy dramaturgicznej, każda z opowieści otrzymała odmienny koloryt, nad całością unosi się aura fantastyki, tak charakterystyczna dla Hoffmannowskiej prozy. „Opowieści” obfitują we wspaniałe muzyczne przeboje a wśród nich niezwykle popularna barkarola, aria lalki Olimpii, pieśń Antonii czy pieśń o karle Kleinzacku.

„Opowieści Hoffmanna” zobaczymy w interpretacji wybitnego reżysera operowego Michała Znanieckiego, znanego krakowskiej publiczności z inscenizacji „Don Giovanniego”,  „Eugeniusza Oniegina”, „Miłości do trzech pomarańczy” i „Króla Rogera”. 


Reportaż z przygotowań do premiery spektaklu - zobacz

Artykuły:

Treść opery

PROLOG.
W sąsiadującej z teatrem winiarni Lutra Duchy wszystkich szlachetnych trunków oczekują gości. Muza czeka na swego protegowanego, poetę Hoffmanna, jego los ma się bowiem rozstrzygnąć tu i teraz. Rzecz w tym, że Muza ma śmiertelną rywalkę, a jest nią gwiazda trwającego właśnie przedstawienia Don Giovanniego Mozarta, primadonna Stella. By popchnąć Hoffmanna we właściwym kierunku, Muza przyjmuje rysy jego wiernego przyjaciela Nicklausse’a. W batalii o duszę Hoffmanna udział weźmie inny jeszcze konkurent, bogaty i wpływowy radca Lindorf, zdecydowany odbić śpiewaczkę zakochanemu poecie. Przekupiwszy jej służącego, monosylabicznego Andrésa, Lindorf przejmuje list wyznaczający Hoffmannowi schadzkę po przedstawieniu i klucz do wymarzonej alkowy. Radca nie ma w sobie nic z Apollina, posiada jednak inne argumenty. Skończył się l akt Don Giovanniego, winiarnię wypełnia zatem hałaśliwy tłum młodych widzów z jaskółki. Hoffmann przyłącza się do nich z pewnym opóźnieniem, a towarzyszy mu Nicklausse. Opróżniwszy kilka kufli, przyjaciele żądają od poety piosenki - jej bohaterem będzie potworny i groteskowy karzeł Kleinzach. W samym środku drugiej zwrotki, ulegając przemożnemu impulsowi, Hoffmann porzuca jednak swego bohatera i poczyna śpiewać o jakiejś niebiańskiej istocie. Przywołany do porządku, kończy wizerunek potworka, na widok Lindorfa zaś wszczyna z nim słowny pojedynek w sprawach serca wspominając nagle o trzech największych miłościach swego życia. „Trzech?” pyta zdziwiony Nicklausse, cała kompania domaga się zaś dziejów owych szalonych namiętności. Tej nocy nikt już nie wróci do opery... Zapewniwszy towarzysza, że nim słońce wzejdzie, wszystko stanie się jasne, Hoffmann zaczyna opowiadać: „Pierwsza miała na imię...” 

AKT I. Olimpia.
Profesor Spalanzani kontempluje w zachwycie swą uśpioną córkę Olimpię, córkę najdroższą ze wszystkich córek - gdyż wartą miliony! Przygotował dla niej wielki bal, jej sukces pozwoli mu zaś pokryć pół miliona dukatów straty poniesionej w wyniku bankructwa bankiera Eliasza. Oby tylko niejaki Coppelius nie upomniał się o swoją część prawojcowskich! Zaaferowany Spalanzani wita swego wiernego i posłusznego studenta, poetę Hoffmanna, którego ogarnęła niespodziana namiętność do fizyki... W istocie jednak, gdy tylko profesor oddalił się w towarzystwie Cochenille’a, swego służącego jąkały, Hoffmann odsłania przed nami sekret tej naukowej pasji: chodzi, rzecz prosta, o Olimpię. Ironicznie uśmiechnięty przyjaciel Hoffmanna, Nicklausse, ukrywa coś na jej temat. Pojawia się Coppelius, podający się za „Przyjadziela bana Zbalanzaniego”, optyka z zawodu. Sprzedaje on Hoffmannowi parę cudownych okularów, które objawiają poecie promienną urodę Olimpii. Tymczasem nadchodzą goście, zaczyna się feta. Wejście Olimpii budzi powszechny zachwyt. By lepiej jeszcze zasłużyć na te oklaski, dziewczę intonuje wielką arię koloraturową, gdzie chwile słabości uchodzą uwagi zebranych, podczas gdy Hoffmann, zbrojny w okulary Coppeliusa, sam ledwo się trzyma na nogach z zachwytu. Goście znikają w jadalni, poeta zaś powierza swej bogini wszystkie sekrety zakochanego serca, nie podejrzewając nawet, że ten miłosny duet to aria solowa... Na razie jednak salony Spalanzaniego obejmuje we władanie szalony walc, którego wiodą razem Olimpia i Hoffmann. Już po chwili poeta nie jest w stanie dotrzymać kroku wirującej tancerce i pada wyczerpany na fotel. Nieznacznym gestem Spalanzani przywołuje córkę do porządku. W chwili gdy Hoffmann odzyskuje zmysły, Coppelius roztrzaskał na drobne kawałki cudowną Olimpię. Kobiecym ideałem Hoffmanna była mechaniczna lalka. Goście pękają ze śmiechu.

AKT II. Antonia.
Antonia, córka monachijskiego radcy Crespela, gra na klawesynie i śpiewa. Ojciec zabronił jej wprawdzie tych zdrożnych czynności, czy wolno jednak skazać na milczenie osieroconą córkę największej śpiewaczki w Niemczech? Dla radcy Crespela to nie jedyny powód do niepokoju, Antonia kocha bowiem nadal przeklętego wierszokletę Hoffmanna. Tymczasem radca musi wyjść, pozostawiając Antonię pod opieką służącego Frantza, głuchego jak pień i wielce rozdrażnionego wymaganiami swego pana. Pomimo starań Crespela Hoffmannowi udało się odnaleźć Antonię. Jej stan niepokoi Nicklausse’a: niby to prawda, że w przeciwieństwie do Olimpii panna ma duszę, czyż jednak nie mają jej również i skrzypce? Pozbywszy sięnieuleczalnego sceptyka Hoffmann siada do klawesynu, przywołując ukochaną jego dźwiękami. Wokalna ekstaza we dwoje budzi u Antonii niepokojące objawy, Hoffmann nie zdąży ich sobie jednak wyjaśnić, gdyż oto powraca radca Crespel. Poeta obserwuje z ukrycia burzliwą rozmowę ojca z ponurym doktorem Miracle, którego radca oskarża o spowodowanie niegdyś śmierci jego żony. Na wieść, że córka odziedziczyła chorobę po matce, doktor proponuje ojcu swe usługi, co więcej, głuchy na jego protesty, podejmuje badanie na odległość. Ustaliwszy diagnozę, powierza radcy całą kolekcję flakoników z lekarstwami, za co zostaje niezwłocznie wyrzucony za drzwi. Dzięki tej wizycie Hoffmann dowiedział się o niebezpieczeństwie, jakie zawisło nad jego ukochaną: śpiew grozi jej śmiercią. Wyprosiwszy od niej obietnicę milczenia, poeta odchodzi, nie podejrzewając, że porzucił ją na łasce doktora Miracle. Ten pojawia się w pokoju tajemniczym sposobem - czyżby przeszedł przez ścianę? - i hipnotyzuje ofiarę. Przywołuje w tym celu ducha jej zmarłej Matki, która poczyna śpiewać z córką śmiercionośny duet, podczas gdy doktor wydziera swym skrzypcom szalone pasaże. Pijana nadludzką wirtuozerią Antonia wspina się za nim w najwyższe rejestry, po czym pada bez życia, ostatnie, melodyjne tchnienie powierzając zrozpaczonemu ojcu. Na widok powracającego Hoffmanna Crespel rzuca się nań wściekle, obarczając go odpowiedzialnością za tragedię, gdy zaś Hoffmann wzywa lekarza, pojawia się doktor Miracle.

AKT III. Giulietta.
Luksusowa gondola płynie Wielkim Kanałem weneckim, niosąc na swym pokładzie kurtyzanę Giuliettę i jej towarzystwo. Po dwóch miłosnych tragediach, poeta Hoffmann pogrążył się w pijaństwie i rozpuście. Trudno się zatem dziwić, że ma zazdrosnych rywali, takich na przykład jak zrujnowany i porzucony Schlemil. Giulietta odprawia natręta pogardliwie, po czym zabiera wszystkich do kasyna. Hoffmann, nadal głuchy na dobre rady Nicklausse’a, zapewnia, że nie jest zakochany - któż by się kochał w kurtyzanie? Nie docenia potęgi tajemniczego kapitana Dapertutto, protektora Giulietty i niezrównanego pogromcy krnąbrnych serc. To dzięki swej władzy nad Giuliettą pozbawił Schlemila jego cienia, teraz zaś domaga się od kurtyzany - lustrzanego odbicia Hoffmanna. Odkrywszy swą makabryczną kondycję Schlemil rzuca Hoffmannowi wyzwanie przy zielonym stoliku, podczas gdy Giulietta śpiewa. Poeta wyrywa się jednak szybko spod władzy demona gry, czeka go bowiem demon znacznie potężniejszy, miłość. Przyłapawszy Hoffmanna i Giuliettę na rozmowie, Schlemil wywołuje skandal, wyzywając poetę na pojedynek. Bezbronny Hoffmann chwyta szpadę, którą podsuwa mu Dapertutto i kładzie trupem rywala, wydzierając mu przy tej okazji klucz do buduaru Giulietty. Śpieszy tam niezwłocznie. Ulegając zręcznej manipulacji, oddaje zdradzieckiej syrenie pożądany przez nią skarb, którym zawładnie Dapertutto, podczas gdy znudzona kurtyzana natychmiast go porzuca. Tymczasem Nicklausse przynosi fatalną wiadomość: zabójstwo Schlemila dotarło do uszu władz, trzeba czym prędzej opuścić miasto. Żandarmeria wpada na scenę w poszukiwaniu zabójcy. Nie mogąc znieść pogardliwego śmiechu Giulietty, zdruzgotany prowokacją Dapertutta, który podsuwa mu puste zwierciadło, Hoffmann rzuca się na kurtyzanę z nożem w ręku, lecz śmiertelny cios odbiera jej pokraczny błazen Pitichinaccio. Giulietta pada w rozpaczy na jego zwłoki.

EPILOG.
Powróciliśmy do winiarni Luthra, gdzie Hoffmann skończył właśnie swą trzecią i ostatnią opowieść. Widząc w jakiej otchłani pijaństwa i rozpaczy minione godziny pogrążyły rywala, radca Lindorf triumfuje: w tym stanie poeta nie zdoła walczyć o Stellę, którą oszalała z zachwytu publiczność oklaskuje po przedstawieniu. Morał opowieści wyciąga Nicklausse: Olimpia, Antonia i Giulietta to trzy oblicza tej samej kobiety, zimnej, wirtuozowskiej i sprzedajnej Stelli. Primadonna pojawia się w winiarni w towarzystwie swego służącego Andrésa, Hoffmann jej jednak nie poznaje; z dwojga złego woli już chyba Kleinzacha! Muza sławi śmierć kochanka i narodziny poety.

Piotr Kamiński „Tysiąc i jedna opera”, PWM 2008
(z niewielkimi skrótami)


Recenzje

(...) Michał Znaniecki w Operze Krakowskiej uwypuklił i uwspółcześnił wątek SF. Elementem SF jest na pewno bohaterka pierwszej z trzech opowieści, Olimpia – mechaniczna lalka. Z tym, że u Hoffmanna/Offenbacha była nakręcana, w tym spektaklu zaś jest robotem, do którego uruchamiania jej „ojciec”, czyli twórca, Spalanzani (Vasyl Grokholskiy), nawiasem mówiąc poruszający się po scenie na elektrycznej deskorolce, używa pilota. W drugiej z opowieści Antonia i jej ojciec (Wołodymyr Pańkiw) są przewodnikami po nowoczesnym interaktywnym muzeum złożonym przede wszystkim z ekranów (wzorowanym na warszawskim Muzeum Chopina), a umieszczony centralnie klawesyn ze stojącym za nim manekinem przedstawiającym zmarłą matkę Antonii, wielką śpiewaczkę, to po prostu jeden z prawdziwych eksponatów. W akcie Giulietty demoniczny Dapertutto pojawia się z walizeczką zawierającą laptopa, a znikając zostawia go na stoliku i natychmiast staje się oczywiste, że to strzelba, która w finale wypali – i faktycznie, otwiera go Hoffmann i zabiera się do roboty: przestał przeżywać romanse, zaczął je pisać.

Nie to jednak jest w tym spektaklu jest najciekawsze, choć ogólnie można powiedzieć, że wizja jest tu spójna i przekonująca. Szczególnie interesujące jest, że została tu wykorzystana wersja z wydania Schotta, poszerzona o istotne elementy. Jest tu na przykład wyraźnie pokazane, że Muza i Nicklausse to ta sama osoba, w tym spektaklu nawet przebiera się na scenie, żeby już nikt nie miał wątpliwości, a w finale z powrotem wskakuje w sukienkę. Znakomita w tej roli jest Monika Korybalska – jedna z najlepszych w tym spektaklu.

Równie ewidentne jest tu, że tą samą osobą są Olimpia, Antonia, Giulietta i wreszcie primadonna Stella, która w tej wersji ma kilka zdań do zaśpiewania. Tego karkołomnego zadania podjęła się Katarzyna Oleś-Blacha, najefektowniejsza koloratura Opery Krakowskiej (...). Również trudne, choć może nie aż tak, zadanie miał Mariusz Godlewski grający cztery demoniczne role: Lindorfa (w prologu i epilogu), Coppeliusa, Doktora Miracle i Dapertutto. W mniejszym jeszcze zakresie, bo w rolach charakterystycznych, ale też w każdym z aktów pokazał się Janusz Ratajczak: jako monosylabiczny służący Andres w prologu, Cochenille w I akcie (również jako robot), Frantz w II akcie (gdzie w jedynej arii kradnie show) i Piticchinaccio w III akcie. No i oczywiście Hoffmann – Tomasz Kuk dźwiga sprawnie rolę, którą naprawdę trudno udźwignąć. W finale wszyscy spotykają się w patetycznej apoteozie sztuki – też zwykle niewykonywanej. Kompletowanie Opowieści Hoffmanna nie ma końca – wciąż coś nowego się znajduje. 

Dorota Szwarcman, „Co w duszy gra”, 10.06.2017


Michał Znaniecki - reżyser i twórca kostiumów, scenograf Luigi Scoglio, choreograf Diana Theocharidis oraz Tomasz Tokarczyk, który „Opowieści Hoffmanna” muzycznie przygotował i premierę poprowadził, stworzyli widowisko barwne, spójne, tyleż fantastyczne co współczesne, konsekwentne od prologu po epilog. Były to „Opowieści Hoffmanna” znane i nieznane zarazem, bo posłużono się zrewidowaną i wydaną przez Schotta partyturą przynoszącą wiele nowego materiału muzycznego, który nie tylko dodał urody dziełu, ale też uporządkował nieco akcję (Muza okazała się tożsama z Nicklaussem). (...) Śpiewacy: Katarzyna Oleś-Blacha w poczwórnej roli ukochanych Hoffmanna, Tomasz Kuk jako Hoffmann, Monika Korybalska w partii Muzy-Nicklaussa, Mariusz Godlewski jako poczwórny zły duch, Janusz Ratajczak również w poczwórnej roli służących, a w pojedynczych rolach Vasyl Grokholskyi - Spalanzani, Wołodymyr Pańkiw - Crespel, Agnieszka Cząstka - Głos Matki, Jacek Wróbel - Hermann, Krzysztof Kozarek - Nathanael, Krzysztof Dekański - Luther stworzyli interesujące, żywe postaci. (...) Sądzę, że te „Opowieści Hoffmanna” będą się cieszyć powodzeniem.

Anna Woźniakowska, portal „Polska Muza”, 10.06.2017


(…) Artyści otrzymują w „Opowieściach Hoffmanna” bardzo trudne wyzwania. Większość ról się multiplikuje, tak więc na głosie jednej postaci bazuje ich kilka. Wymaga to nie lada wokalnej kondycji, której należy śpiewakom pogratulować. Premierowy wieczór w Operze Krakowskiej należał z pewnością do Moniki Korybalskiej. Młoda artystka bardzo dobrze poradziła sobie z trudną partią Muzy i Nicklausse. Jej głos brzmiał dojrzale i pewnie. Ujęła publiczność lekkością interpretacji, aktorską sprawnością oraz scenicznym wdziękiem. Wielkie brawa. Niezwykle trudnego zadania wykonania czterech ról: Olimpii, Antoni, Giulietty oraz Stelli podjęła się Katarzyna Oleś-Blacha. Wspaniale wypadła jako mechaniczny robot Olimpia, a słynna aria lalki wywołała – całkowicie zasłużenie – owację publiczności. (…) W każdej z trzech opowieści obecny był Janusz Ratajczak. Jego niezbyt rozbudowane role (Andresa w prologu, robota Cochenille’a i Frantza) dzięki wrodzonej vis comica były bardzo charakterystyczne i zapadły publiczności w pamięć. Wielki aplauz wywołała niezwykle pomysłowo i dowcipnie zainscenizowana, pełna aluzji aria Frantza w II akcie, która wywołała salwy śmiechu. Karkołomną wokalnie partię Hoffmanna podczas premierowego spektaklu wykonał Tomasz Kuk. (…) Komplement dla wszystkich należy się za wspólnie zbudowaną zespołowość spektaklu.

Reżyserska wizja „Opowieści Hoffmanna” Michała Znanieckiego jest solidnie przemyślana i konsekwentnie poprowadzona. Reżyser znany jest z niekonwencjonalnego podejścia do realizowanych przez siebie oper, zatem byłam przygotowana na całkowicie nieklasyczną inscenizację dzieła Offenbacha. (…) Postawił na futurystyczny, niczym z opowiadań Lema klimat, co jest na pewno pomysłem odważnym i ciekawym. Wniósł do spektaklu wiele dobrych, trafionych rozwiązań. (…) Znakomicie spisał się Chór Opery Krakowskiej przygotowany pod kierownictwem Jacka Mentla – pięknie, czysto i donośnie brzmiał, podobnie jak Orkiestra pod batutą Tomasza Tokarczyka. (…) Scenografia została wykonana zgodnie z nowoczesną, kosmiczną wizją, a zatem można pochwalić spójność zamysłu na linii reżyser-scenograf. Moją uwagę zwróciło sporo ładnie wkomponowanych w elementy scenograficzne multimedialnych projekcji. (…)

Krakowska inscenizacja „Opowieści Hoffmanna” z pewnością przyciągnie na Lubicz publiczność. Staranność realizacji, spójność i konsekwencja wizji oraz niezaprzeczalnie piękna muzyka Offenbacha to wystarczające powody, aby odwiedzić Operę Krakowską. (…)

Anna Małachowska, portal nascenie.info, 11.06.2017


„Opowieści Hoffmanna” to także prawdziwy wokalno-aktorski tour de force dla primadonny krakowskiej sceny Katarzyny Oleś-Blacha (obsada I) i Marceliny Beucher (II). Obie panie, wzorem Adèle Isaac, podjęły się karkołomnego zadania wykonania wszystkich czterech postaci, w których kocha się tytułowy Hoffmann: śpiewaczki Stelli, robota Olimpii, artystki Antonii i prostytutki Giulietty. O tym jak odważne i zarazem wyczerpujące to zadanie, najlepiej świadczy przykład Diany Damrau, która w ostatniej inscenizacji w Los Angeles zdecydowała się wystąpić „tylko” w rolach Antonii i Stelli. Patrząc na wszystkie cztery role trudno rozstrzygnąć, która ze śpiewaczek poradziła sobie lepiej, bo Oleś-Blacha jako Olimpia nie ma sobie równych i jest bezkonkurencyjna!, z kolei Beucher bardziej przekonuje jako dziewczęca Antonia i uwodzicielska Giulietta. 

Niezwykle wymagającą, również poczwórną partię mieli także świetny Mariusz Godlewski (I) i Grzegorz Szostak (II). Jedno jest pewne, takich okazji, by przeistaczać się jednego wieczoru, podczas jednego tytułu w tyle postaci, nie ma w operze wiele. Na ogromne brawa zasłużyła pełna naturalności Monika Korybalska, która brawurowo wykonała arię ze skrzypcami. Rozruszał się również aktorsko Tomasz Kuk, który jako tytułowy poeta prezentował świetną formę wokalną. Publiczność skradł też prześmieszny Janusz Ratajczak, który brylował w scenie z karaoke. Na pochwałę zasłużyli też występujący w roli barmana Krzysztof Dekański (I) i Jerzy Wójcik, którzy pokazali swe taneczne talenty dzięki świetnej choreografii Diany Teocharidis. Cóż, to po prostu świetny, drobiazgowo dopracowany spektakl! 

Mateusz Borkowski, „Dziennik Polski”, 12.06.2017


Tym razem w Krakowie obiegową redakcję Choudensa postanowiono zastąpić wydaniem Schotta. I tak pojawiła się na przykład wielka aria koloraturowa Giulietty w jej akcie weneckim czy aria Muzy w epilogu, której partia u Choudensa ograniczała się wyłącznie do melodeklamacji. Mariusz Godlewski jest śpiewakiem światowego formatu. Głęboki, nasycony dźwiękiem głos o szerokim wolumenie, odpowiednio plastyczny i nośny, gdy wymaga tego sytuacja. Jako ucieleśnienie stałego antagonisty tytułowego bohatera, powracając w kolejnych wcieleniach radcy Lindorfa, szalonego wynalazcy Coppeliusa, szarlatana Miracle’a, wreszcie nieukrywającego już swej demonicznej proweniencji Dapertutta, znajduje dla siebie znaczne możliwości w zakresie wykorzystania swych naturalnych zdolności aktorskich. Na długo zapada w pamięci scena czytania przez Lindorfa przechwyconego listu Stelli do Hoffmanna, wykonywana przy wtórze wiolonczeli, a więc macierzystego instrumentu samego Offenbacha. A także ariosa w aktach Antonii i Giulietty. Tomasz Kuk swym mocnym tenorem w pełni sprostał wymaganiom trudnej partii tytułowej (...). Monika Korybalska znalazła odpowiednią dla siebie partię Muzy, przeobrażającej się w Niklausa, powiernika towarzyszącego Hoffmannowi w jego przygodach, dostarczających materiału wokalnego dla pełnego zaprezentowania jej mezzosopranu, zarówno jego niskiego zaplecza altowego jak i swobodnego rozwijania się w górnym rejestrze. (...) Szczególnie błyskotliwie zabrzmiał w jej interpretacji ustęp w akcie Antonii, w którym naśladuje ona wcześniejszy występ Olimpii. Udany epizod w roli Nathanaëla zaliczył także Krzysztof Kozarek, prywatnie mąż artystki, a także Wasyl Grocholśky jako Spalanzani, konstruktor Olimpii. Orkiestra pod dyrekcją Tomasza Tokarczyka dostarcza odpowiedniego tła dźwiękowego dla ukazanych na scenie wydarzeń, kiedy trzeba przybierając symfoniczny rozmach. (...) 

Lesław Czapliński, 13.06.2017


Ostatnia inscenizacja „Opowieści Hoffmanna” (na otwarcie 21. Letniego Festiwalu Opery Krakowskiej) to bezsprzeczne wydarzenie artystyczne mijającego sezonu operowego. Nie tylko w Krakowie. Jeżeli ktoś chce poznać, na czym może polegać uwspółcześnienie opery sprzed prawie 140 lat, to ma znakomitą okazję. Reżyser nie posunął się do żadnych ultranowoczesności, wykorzystał tylko możliwości techniczne z przełomu XX i XXI w. i wpisał je w wizję przedstawienia. (...) Gdy doda się do tego znakomitą scenografię i kostiumy, to nie można napisać nic innego jak: Czytelniku, idź i oglądaj! A właściwe nie oglądaj. Przeżywaj! Bo to uczy dla oka i ucha.

Paweł Dybicz, „Przegląd”, 19.06.2017