TWARZ OPERY | Jarosław Janecki

Opera Krakowska: Był Pan związany z różnymi miejscami, a mimo to wybrał Pan Orkiestrę Opery Krakowskiej…

Jarosław Janecki: To prawda. Już na początku II roku studiów na Akademii Muzycznej w Krakowie rozpocząłem pracę w Operze. Potrzebowano tubisty do „Króla Ubu” – zgłosiłem się i po zdaniu egzaminu zostałem. Po ukończeniu Akademii Muzycznej w Krakowie zdałem egzamin do Filharmonii Krakowskiej. W pewnym momencie koncerty i spektakle obydwu instytucji za bardzo się na siebie nakładały i musiałem z czegoś zrezygnować - wybrałem operę. Bardzo się cieszę, ponieważ jest mi bliższa – żywe spektakle, zróżnicowany repertuar, przyjazna atmosfera, możliwość zwiedzania ciekawych miejsc podczas tournée z operą...

OK: Już od dzieciństwa szedł Pan w stronę muzyki?

JJ: Zaczęło się od mamy. Z zawodu jest księgową, a z zamiłowania prowadzi Koło Gospodyń Wiejskich w mojej rodzinnej miejscowości Bębło.  To właśnie ona zaszczepiła we mnie miłość do muzyki. Tańczyłem z rówieśnikami krakowiaka, występowałem podczas Dożynek, potem grałem na akordeonie i sam zacząłem prowadzić mały zespół ludowy.  

OK: Z wykształcenia jest Pan jednak tubistą. Na jakich jeszcze instrumentach Pan gra?

JJ: W szkole podstawowej grałem na akordeonie  i trochę na puzonie. W liceum dostałem się na tubę i naukę na tym instrumencie kontynuowałem także na Akademii Muzycznej. Równocześnie ukończyłem także Papieską Akademię Teologiczną na kierunku Organy, bo od liceum gram na organach w Parafii Miłosierdzia Bożego w Bęble. Grałem również w orkiestrach dętych – w Orkiestrze Kolejowej i Miejskiej Orkiestrze Dętej  – niestety obydwie już nie istnieją. Od ponad pięciu lat uczestniczę w pochodzie krakowskiego Lajkonika. Uczę także muzyki w szkole podstawowej. Tam akompaniuję dzieciom na keyboardzie.

OK: Czy oprócz opery ma Pan także czas na działalność dydaktyczną?

JJ: Tak i to z wielką przyjemnością! W szkole udało mi się zmotywować kilkoro dzieci do gry na trąbce, puzonie, tenorze, werblu i saksofonie. Od lat prowadzę także zespół J.K.M. przy Gminnym Ośrodku Kultury i Sportu w Białym Kościele. Dzieci śpiewają do przygotowanych przeze mnie aranży. Niektóre są naprawdę zdolne – startujemy w różnych konkursach i udaje nam się zdobywać nagrody i wyróżnienia. Podpowiadam młodym artystom, jak należy się ruszać i zachowywać na scenie – wzór czerpię oczywiście z oper i operetek. Dodatkowo w miarę wolnego czasu gram także na klawiszach w zespole Nova Band.  Najważniejsza jest dla mnie jednak wciąż tuba.  

OK: Czym jest dla Pana muzyka?

JJ: Przede wszystkim radością. Lubię się nią bawić i cieszyć. Uważam, że muzyka klasyczna powinna sprawiać przyjemność i jest ona dla mnie formą spełnienia.

OK: Który tytuł w repertuarze naszego teatru należy do Pana ulubionych?

JJ: Musical „Mały lord”, gdzie tuba jest traktowana jako instrument solowy i tam mnie najbardziej słychać w całej orkiestrze (śmiech).

OK: Jak Pan odpoczywa?

JJ: Chętnie odpoczywam z rodziną, jeżdżąc na wycieczki rowerowe, spacerując po okolicznych dolinkach i Ojcowskim Parku Narodowym, a w wakacje wylegując się na plaży. Poza tym uwielbiam majsterkować.

Rozmowę przeprowadziła Anna Barańska w dn. 24.06.2014 r.