Twarz Opery

Naszą instytucję tworzą ludzie różnych zawodów i zainteresowań. Kim są ci, których praca wpływa na odbiór spektaklu oglądanego na scenie? Zaglądniemy nie tylko na scenę, za kulisy, do pracowni krawieckich i modniarskich, ale także do działów administracyjnych, sal prób i produkcji. Będziemy wszędzie tam, gdzie są Ludzie tworzący Operę. Zapraszamy!

Oleksandra Mychajlenko18 Lutego 2014

- W moim domu muzykowano od zawsze. Tata amatorsko, ale pięknie grał na mandolinie, dużo wspólnie śpiewaliśmy… Na Ukrainie, z której pochodzę, naturalne jest, że dzieci posyła się do szkół muzycznych. Na szczęście także moi rodzice uważali, że muzyka bardzo rozwija i poszerza horyzonty.  więcej

Adam Zdunikowski02 Grudnia 2013

- Głównie spełniam się artystycznie. Pierwszy raz przybyłem do Krakowa w 1992 roku, czyli ponad 20 lat temu! Planowano premierę „Cyrulika Sewilskiego”. Poproszono mnie o niezapowiedziane zastępstwo. W efekcie zaśpiewałem drugą premierę w partii hrabiego Almavivy, a przewrotny los związał mnie z tym miastem i Operą Krakowską.  więcej

Anna Jaworska31 Października 2013

- Pracuję w Operze już 43 lata. Zaczynałam jako inspicjent na pół etatu w operze i jako sufler w operetce. Jednak od zawsze miałam kontakt ze sceną – moi rodzice pracowali w teatrze – mama była śpiewaczką operową, a ojciec charakteryzatorem i perukarzem w Teatrze im. J. Słowackiego i w Operze. Czasami śmieję się, że dzieciństwo spędziłam na kolanach strażaka, podglądając spektakle zza kulis.  więcej

Leonid Pozdiejew15 Października 2013

- Nie od razu zdecydowałem się na obój. Przez 6 lat grałem na skrzypcach w szkole muzycznej – to ojciec namawiał mnie na ten instrument. Dopiero w liceum profesorowie przekonali mnie do zmiany. - Skrzypków w szkole było już wtedy koło 50, a oboistów i fagocistów tylko dwóch – wybór był prosty.. Zapytałem tylko, który instrument jest mniejszy i wybrałem obój. Pewien dyrygent powiedział mi kiedyś, że obój jest jak pierwsze skrzypce. Jest bardzo słyszalny i muszę cały czas uważać, aby nie grać za głośno. Trzeba wiedzieć, kiedy wyjść na pierwszy plan, a kiedy się schować.  więcej

Karin Wiktor-Kałucka01 Października 2013

- Muzyka towarzyszyła mi od zawsze. Dzieciństwo spędziłam w Dębicy. W tym małym mieści wszyscy mnie znali, jako dziewczynkę, która ciągle śpiewa. Miałam chorobę lokomocyjną i, aby o niej nie myśleć, nuciłam piosenki przez całą drogę autobusem do babci na wieś. Śpiew był zawsze na pierwszym miejscu. Równocześnie marzyłam o szkole baletowej, jeździłam na łyżwach i chciałam robić karierę w cyrku. Realizując wtedy swoje pasje, nie sądziłam, że przydadzą mi się na scenie. Zawsze lubiłam występować. Gdy miałam 10 lat, po raz pierwszy zaśpiewałam na scenie piosenkę dla dorosłych, „Sing Sing nazywają go” z repertuaru Maryli Rodowicz.  więcej

z 12