
Ariadna na Naxos
José Maria Florêncio
Dostępne terminy
szczegóły
informacje
Fabuła spektaklu, mistrzowsko łącząca w sobie elementy powagi i komizmu, składa się z dwóch części: Prologu oraz Opery właściwej.
Prolog pokazuje przygotowania do wieczoru artystycznego w rezydencji zamożnego mecenasa sztuki, który dla swoich gości zamówił dwa spektakle: poważną operę o mitologicznej Ariadnie oraz operę komiczną z udziałem trupy wędrownych aktorów. Z powodu ograniczeń czasowych mecenas nakazuje wystawić oba utwory jednocześnie. Artyści, początkowo oburzeni, muszą pójść na kompromis i odnaleźć się w nowej, absurdalnej dla nich sytuacji.
Druga część przenosi nas na mityczną wyspę Naxos, gdzie tytułowa Ariadna rozpacza po rozstaniu z Tezeuszem. Pogrążoną w rozpaczy córkę króla Krety próbuje pocieszyć trupa komediantów oraz sam boski Bachus. Czy i tym razem doczekamy się happy endu w starym dobrym stylu?
Walka o Ariadnę
Ariadna na Naxos to trzecia opera stworzona przez duet kompozytorsko-literacki Richard Strauss - Hugo von Hofmannsthal. Pierwotnie była pomyślana jako jedna z części spektaklu Mieszczanin szlachcicem (premiera 25 października 1912, Hoftheater, Stuttgart). Rozpoczynając pracę nad swoim dziełem Strauss traktował je raczej jako rodzaj błahostki - w przeciwieństwie do Hofmannsthala, który od samego początku widział w kompozycji duży potencjał. Dopiero wymiana korespondencji pomiędzy twórcami sprawiła, że Strauss podszedł do swojej pracy z większym entuzjazmem.
Spektakl, którego częścią była Ariadna - mimo dużego sukcesu - szybko jednak zszedł z afisza. Hofmannsthal nie mógł tego przeżałować, gdyż w straussowskiej kompozycji po prostu się… zakochał. Zdołał więc przekonać Straussa, by dał swojemu utworowi drugie życie i przerobił go na samodzielne dzieło sceniczne. Prapremiera Ariadny w wiedeńskiej Hofoper (4 października 1916) okazała się wielkim sukcesem, dzięki któremu kompozycja stała się częścią światowego repertuaru operowego.
Czy Ariadna na Naxos, będąca kooprodukcją Opery Krakowskiej, Opery w Tel Awiwie-Jafie i Opery w Dortmundzie to kolejna odsłona odwiecznego pytania: mieć czy być? Warto podjąć tę grę i przekonać się samemu.
plakat

realizatorzy i obsada
Reżyseria | Ido Ricklin
Scenografia | Simon Lima Holdsworth
Kostiumy | Oren Dar
Choreografia, ruch sceniczny | Yoram Karmi
Wizualizacje | Yossi Yarom, Jonathan Karni
Światło | Adi Shimroni, Piotr Ropek
Multimedia | Tomasz Batko
Asystent reżysera | Anna Popiel
Asystent kierownika muzycznego | Joachim Kołpanowicz
Inspicjent | Agnieszka Sztencel, Justyna Jarocka-Lejzak
Pianiści-korepetytorzy solistów | Anna Marchwińska, Kristina Kutnik, Julia Kocjan, Tetiana Boilo, Joachim Kołpanowicz
Konsultacje językowe | Isabella Dobosz
Tłumaczenie libretta na tablicę świetlną | Dorota Sawka
PRIMADONNA/ARIADNA | Hedwig Ritter (18, 24 i 26 X), Natalia Rubiś (17, 19 i 25 X)
TENOR/BACHUS | Rafał Bartmiński (17, 19, 24 i 26 X), Tomasz Kuk (18 i 25 X)
ZERBINETTA | Katarzyna Drelich (18 i 26 X), Hila Fahima (17, 19, 24 i 25 X)
KOMPOZYTOR | Monika Korybalska (17, 19 i 25 X), Ewa Menaszek (18, 24 i 26 X )
NAUCZYCIEL MUZYKI | Ionut Pascu (17, 19 i 25 X), Adam Szerszeń (18, 24 i 26 X)
NAUCZYCIEL TAŃCA | Adam Zdunikowski (17-19 X oraz 24-26 X)
ARLEKIN | Szymon Komasa (17, 24 i 26 X), Michał Kutnik (18, 19 i 25 X)
TRUFFALDINO | Sebastian Marszałowicz (17, 19 i 25 X), Wołodymyr Pańkiw (18, 24 i 26 X)
SCARAMUCCIO | Vasyl Grokholskyi (18 i 25 X), Krzysztof Kozarek (17, 19, 24 i 26 X)
BRIGHELLA | Adam Sobierajski (17-19 X oraz 24-26 X)
LOKAJ | Sebastian Marszałowicz (18 i 25 X), Wołodymyr Pańkiw (17, 19, 24 i 26 X)
NAJADA | Zuzanna Caban (18, 24 i 26 X), Paula Maciołek (17, 19 i 25 X)
DRIADA | Agnieszka Cząstka-Niezgódka (17, 18, 24 i 26 X), Ewa Menaszek (19 i 25 X)
ECHO | Zuzanna Caban (17, 25 X), Paula Maciołek (18 X), Iwona Socha (19, 24 i 26 X)
PERUKARZ | Sebastian Marszałowicz (17, 19 i 25 X), Wołodymyr Pańkiw (18, 24 i 26 X)
MAJORDOMUS | Itay Tiran (nagranie)
oraz Balet i Orkiestra Opery Krakowskiej
Dyrygent | José Maria Florêncio
bilety
recenzje
Ariadna na Naxos, której premiera odbyła się 17 października w Operze Krakowskiej okazała się bardzo ciekawa i udana. Przyjęta została większościową owacją na stojąco. Ale przede wszystkim wniosła do Opery Krakowskiej trochę powiewu nowoczesnej sztuki i zabawy konwencjami. Było tu wszystko: szpital, nimfy, plaża, deski surfingowe, zjeżdżający z góry Amor, Wenus, która się narodziła na naszych oczach, a nawet pływający rekin, a właściwie jego płetwa. Istny surrealizm. Ostatnia scena tej produkcji jak z obrazów Dalego, przyciągała wzrok. Było o czym dyskutować w kuluarach.(...)
Zachwyciła mnie Natalia Rubiś, która wcieliła się w tytułową Ariadnę. Pokazała cały wachlarz emocji: od tragedii, po radość nowo odkrytej miłości. Hila Fahima, czyli sceniczna Zerbinetta, oprócz dobrego śpiewania miała w sobie też aktorską swadę, co dodawało jej swobody na scenie przez co idealnie wpasowała się w rozkapryszoną gwiazdeczkę pop. Podobał mi się Rafał Bartmiński (Bachus), obdarzony dość mocnym głosem tenorowym, co w tej operze jest niezbędne. Zachwyciłam się także Moniką Korybalską, która realizowała partię Kompozytora. To było olbrzymie śpiewanie, trudne, wymagające wielkiej siły w głosie. Do tego jeszcze Monika Korybalska poruszała się na scenie jak mężczyzna, siedziała jak mężczyzna. To robiło wrażenie. Należą się także brawa dla baletu, który pokazał także swoje umiejętności komiczne."
José Maria Florêncio wydobył całe piękno partytury Richarda Straussa, lekkość i muzyczny dowcip fragmentów komediowych, gęstość muzycznych kulminacji w lamentach Ariadny. Bardzo dobrze współpracował też ze śpiewakami, tworząc z nimi muzyczną jedność.
W Ariadnę udanie wcieliła się Natalia Rubiś obdarzona ciepłym, wyrównanym, pięknie brzmiącym sopranem. Jej scenicznym przeciwieństwem była Hila Fahima jako Zerbinetta, bardzo dobra aktorsko, porywająca świetnymi koloraturami, ale jednocześnie męcząca ostrością swego sopranu. Rafał Bartmiński był dobrym Bachusem. Monika Korybalska rolę Kompozytora może wpisać do pokaźnej już listy swych znaczących kreacji artystycznych na krakowskiej scenie. Spektakl nie byłby pełny bez udanych – i wokalnie i aktorsko – postaci Nauczyciela tańca (Adam Zdunikowski) i Nauczyciela muzyki (Ionut Pascu). Dobrym pomysłem był zwizualizowany Majordomus (Itay Tiran)."
Konkurentka Ariadny pochodząca z tej drugiej „bajki”, czyli Zerbinetta wyśpiewana przez Hilę Fahimę dobrze realizowała mniej dramatyczną, za to najeżoną koloraturami rolę jakby zwariowanej królowej nocy Mozarta. Dobrze poradził sobie z rolą nauczyciela tańca liryczny tenor Adam Zdunikowski, gorzej jednak wypadł silący się zbyt łapczywie na tenora bohaterskiego Rafał Bartmiński jako Bachus. W sumie spektakl Ariadny oczarował pomysłami inscenizacyjnymi, pełnymi kolorów i surrealistycznej fantazji dekoracjami Simona Lima Holdswortha i kostiumami Orena Dara.
Pomysły reżyserskie Ido Ricklina, by początek „wymieszanej” śpiewogry rozegrać w jakimś szpitalu, zaś finał w nadmorskim kurorcie, dawał spore pole do popisu także ruchowego i pozwalał np. zaangażować zdalnie sterowaną płetwę grzbietową rekina, a także deskę windsurfingową, na której mieściła się nawet para męsko-damska. I wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku, który zresztą opuszczany z sufitu wciąż wskazywał godzinę 10¹⁰."
W koncepcję reżysera uwierzył scenograf Simon Lima Holdsworth, który wizualnie ziścił pomysł przenikania światów i ideę pojednania, czy wręcz połączenia ich w końcowej scenie. Świetnie w ten wizualny zamysł wpisał się kostiumograf Oren Dar. Powstał świat utkany ze snów, koszmarów, marzeń, wyobrażeń, surrealistyczny, lekko absurdalny, ale – co punktuję mocno na plus – nieprzesadzony. Reżyser, scenograf, kostiumograf, choreograf i wszyscy wykonawcy (nawet Szymon Komasa, znany z brawurowych interpretacji swoich ról operowych) potrafili zatrzymać się w odpowiednim momencie, aby nie przekroczyć granic dobrego smaku. Dzięki temu nie położyli na szali muzyki, która w tym spektaklu jest cały czas najważniejsza. A panuje nad nią José Maria Florêncio, który zdecydowaną ręką prowadzi orkiestrę, nie za dużą, bo Strauss w partyturze postawił na jakość, nie ilość. Jednocześnie solistyczne traktowanie partii poszczególnych instrumentów sprawia, że brzmienie orkiestry jest bardzo bogate, a słucha się jej z prawdziwą przyjemnością."
Przede wszystkim dotyczy to austriackiej śpiewaczki Hedwig Ritter, odtwórczyni tytułowej partii. To głos o ciężarze gatunkowym właściwym dla Richarda Straussa, a więc świata opery powagnerowskiej, a co za tym idzie o dramatycznej barwie pożądanej ze względów wyrazowych. Ze szczególną satysfakcją słuchało się w jej wykonaniu swobodnie płynących kantylen. Naturalną koleją rzeczy artystka spełniała też wymagania związane z prozodią języka niemieckiego.
Początkowo pewien niedosyt odczuwało się w związku z obsadzeniem partii Kompozytora. Zwłaszcza w porównaniu z Moniką Korybalską na premierze czy Agnieszką Rehlis w poprzedniej inscenizacji. Obydwie śpiewaczki to par exellence mezzosoprany o ciemniejszym zabarwieniu właściwym dla roli spodenkowej. Ewa Menaszek natomiast to jasny głos o wybitnie sopranowej tessyturze, ale pamiętać należy, iż partię tę swego czasu zarejestrowała Teresa Żylis-Gara w nagraniu Rudolfa Kempego. Wraz z upływem czasu śpiewaczka ujawniała jednak coraz więcej atutów predestynujących ją do interpretacji muzyki Richarda Straussa. A więc precyzyjna intonacja, wyrównana emisja, nośność dźwięku, a przy tym kształtowanie długich fraz z wykorzystaniem techniki legato. Wspomniane naturalne warunki wokalne sprawiły, że Ewa Menaszek o wiele korzystniej współbrzmiała z głosem Zerbinetty w rozgrywającej się pomiędzy nimi scenie. To chyba nasunęło mi myśl, że powinna pozostać przy rolach en travesti i Richardzie Straussie, a co za tym idzie wystąpić jako Oktawian w Kawalerze srebrnej róży, być może ponownie mając u swego boku Katarzynę Drelich, tym razem w roli Zofii. I wtedy uzyskałoby się efekt krystaliczności "srebrzystego baroku", jak określa się duet tych postaci z drugiego aktu tamtej opery.
Tym sposobem przechodzę do odtwórczyni Zerbinetty. Dysponuje ona lekkim sopranem z łatwością intonującym wysokie dźwięki, przede wszystkim staccato. Także tryle odznaczają się znaczną brawurą. Dopracowania wymagałyby natomiast koloraturowe pasaże, by zyskały prawdziwą perlistość."
Kostiumy Orena Dara doskonale podkreślają kontrasty inscenizacji. Komediowa trupa ubrana jest w kiczowate, jaskrawe stroje i peruki, przypominające estetykę pop-artu, podczas gdy Ariadna nosi prostą, kliniczną koszulę, a jej trzy służki – blade, surowe suknie, które wprowadzają liryczny ton i kontrastują z teatralną ekstrawagancją komediantów. Strojów było wiele, co szczególnie wzmocniło pozycję zespołu baletowego na scenie. Każda zmiana kostiumu wprowadza nową energię, podkreśla rytm i dynamikę całego przedstawienia.
Największe wrażenie zrobiło na mnie to, jak wizualna różnorodność w połączeniu z precyzją choreografii (Yoram Karmi) potrafi wzmocnić ekspresję muzyki i libretta, czyniąc ze spektaklu wyjątkowe widowisko, które nie jest kolejnym przełożeniem interpretacyjnym uznanego dzieła, lecz osobnym i kompletnym bytem."