„Balet-Rezydent” okiem Jacka Tyskiego
„Balet-Rezydent” okiem Jacka Tyskiego
Podczas premiery spektaklu baletowego „Requiem” W. A. Mozarta 28 lutego b.r. na scenie Opery Krakowskiej po raz pierwszy wystąpiły tancerki, które biorą udział w projekcie “Balet-Rezydent”. O inicjatywie i trudach zawodu tancerza opowiada kierownik Baletu Opery Krakowskiej, Jacek Tyski.
Skąd pomysł i na czym ten polega projekt „Balet-Rezydent”?
Kiedy w zeszłym roku okazało się, że będę miał dwa kontrakty dla tancerzy, zorganizowałem audycje otwarte, na które przyjechało bardzo dużo osób, a zgłoszeń było jeszcze więcej. Rozmawiałem wtedy z młodymi tancerzami, który skarżyli się, że kontraktów jest mało, a żeby utrzymać się w formie, muszą opłacać sobie edukację. I choć kształcą się wytrwale, pierwszeństwo mają i tak tancerze z doświadczeniem zawodowym.
Co więcej, trzeba podkreślić, że większość zgłoszeń przychodzi z zagranicy. Ale jednocześnie młodzi ludzie obawiają się pracy w innym kraju. Chcieliby zobaczyć, czy im się podoba, czy pasują do zespołu, czy zimy w Polsce nie są za zimne. Wiem, że nie każdy daje sobie radę, bo np. przychodzą rozterki uczuciowe, problemy rodzinne albo trudności językowe.
Stwierdziłem, że trochę da się im pomóc i wprowadzić nowych tancerzy na rynek. Dać im szansę się sprawdzić, pokryć koszta edukacji. Dzięki formie edukacyjnej projektu, dostałem pozwolenie na dodatkowe umowy, na które nie mógłbym liczyć w ramach powiększenia zespołu. Dzięki temu rezydenci mogą ćwiczyć z profesjonalnym zespołem, nie muszą za nic płacić, a dodatkowo na udziale w spektaklach zarabiają, więc mają się z czego utrzymać. To też wzmacnia zespół: wprowadza świeżą krew, element konkurencji. Tak naprawdę, wprowadza nową energię.
Jakie było zainteresowanie projektem?
Po ogłoszeniu naboru w ciągu dwóch tygodni dostaliśmy prawie 400 zgłoszeń. Wybraliśmy cztery osoby.
Jakie są plany na czas rezydentury tancerzy?
W tej edycji zaplanowaliśmy jedną premierę, czyli Requiem i trzy wznowienia, więc jesteśmy w stanie zobaczyć, jak pracują, jak szybko uczą się kroków, czy są chętni do pracy, albo czy to nie jest tylko słomiany zapał do tego, żeby być tancerzem.
Wśród zwyciężczyń, bo to są cztery młode kobiety, jest tylko jedna Polka. W Zespole Baletowym Opery Krakowskiej, większość tancerzy to obcokrajowcy. Z czego to wynika?
Teraz szkoły w Polsce wyglądają trochę inaczej niż kiedyś. Każdy uczeń, który idzie do szkoły baletowej, musi myśleć o tym, że będzie potrzebował zdobyć drugi zawód, ponieważ tancerzom zabrano przywilej emerytalny. Rząd uważa, że my tancerze powinniśmy pracować do 65. roku życia na scenie tańcząc, a zawodowe tancerki do 60. roku życia. Tymczasem to nie była “wcześniejsza emerytura”, jak to opisywano. Kariera w zawodzie tancerza jest krótka. Po zakończeniu pracy, co dzieje się około czterdziestki, człowiek się tylko i wyłącznie leczy. Tancerze mają schorzenia stawów, skręcone kostki, skręcone kolana, problemy z biodrami etc.
Balet to wyjątkowo ciężki zawód. To nie jest zajęcie, w którym po pracy można ciągnąć drugą profesję. To nie jest tylko pasja. Temu trzeba się poświęcić. To jest styl życia. To nie jest praca “od-do”, bo to jest wielokrotnie praca “przed” i praca “po”. W obecnej sytuacji uczniom trudno oddać się w całości tańcowi, przez co w polskich szkołach baletowych w dużej mierze mamy tylko pasjonatów, bo ci młodzi ludzie nie mogą sobie na więcej pozwolić. Kiedyś było sześciu ośmiu panów, którzy ukończyli klasę z dyplomem, teraz jest może jeden, a czasami nie ma w ogóle. Zabierając tancerzom przywileje emerytalne, trochę upokorzono szkolnictwo artystyczne.
Czy ktoś z tym walczy?
Razem ze Związkiem Artystów Scen Polskich walczymy już od jakiegoś czasu, żeby przywrócono przywileje emerytalne zawodowym tancerzom, ale zawsze są ważniejsze tematy. Jesteśmy małym środowiskiem. Podejrzewam, że jeśli byśmy wyszli i zaczęli palić opony, to pewnie ktoś by nas zauważył, a że tego nie robimy, to jest jak jest.
Mówiąc o przyszłości tancerzy po zakończeniu kariery, warto zauważyć, że projekt Balet-Rezydent jest też szansą na sprawdzenie się w nowej roli jednej z solistek Baletu Opery Krakowskiej, Mizuki Kurosawy, która dostała rolę opiekunki rezydentów.
Zależy mi na tym, żeby osoby, które zdobyły autorytet w tym zespole, miały okazję sprawdzić się w czymś nowym. Widziałem, że Mizuki ma w sobie inicjatywę organizacyjną, więc stwierdziłem, że dobrze by było, gdyby również spróbowała czegoś nowego. Zobaczymy czy jej to spodoba, czy też nie.
A co z przyszłością innych członków zespołu?
Mam kilka pomysłów, jak wprowadzić możliwość przekwalifikowania dla tancerzy. To przecież ludzie, którzy znają teatr od podszewki: wiedzą jak funkcjonuje scena, jak funkcjonują pracownie, może nawet wiedzą, jak funkcjonuje marketing czy inne działy. Ci ludzie odnajdą się praktycznie wszędzie. Znam tancerzy, którzy zostają elektrykami czy pracownikami technicznymi. Myślę o tym, żeby w ramach reorientacji zawodowej próbować chętnych oddelegowywać do tych spraw, którymi się interesują tak, żeby, jeśli zechcą, mogli zostać w instytucji, z którą już są związani. Wiemy, ile kosztuje wykształcenie pracownika, który nie zna struktur instytucji. Potrzeba 2-3 lat, żeby taka osoba się odnalazła. A tu mamy człowieka, który zna instytucję kompletnie, ale nie wie na przykład, jak obsługiwać stół do oświetlenia. Wszystkiego się można nauczyć, a tancerze to osoby wyjątkowo zdyscyplinowane. Przyzwyczajone do regularnej, sumiennej pracy.
Trudno zaprzeczyć!
Kiedy w zeszłym roku okazało się, że będę miał dwa kontrakty dla tancerzy, zorganizowałem audycje otwarte, na które przyjechało bardzo dużo osób, a zgłoszeń było jeszcze więcej. Rozmawiałem wtedy z młodymi tancerzami, który skarżyli się, że kontraktów jest mało, a żeby utrzymać się w formie, muszą opłacać sobie edukację. I choć kształcą się wytrwale, pierwszeństwo mają i tak tancerze z doświadczeniem zawodowym.
Co więcej, trzeba podkreślić, że większość zgłoszeń przychodzi z zagranicy. Ale jednocześnie młodzi ludzie obawiają się pracy w innym kraju. Chcieliby zobaczyć, czy im się podoba, czy pasują do zespołu, czy zimy w Polsce nie są za zimne. Wiem, że nie każdy daje sobie radę, bo np. przychodzą rozterki uczuciowe, problemy rodzinne albo trudności językowe.
Stwierdziłem, że trochę da się im pomóc i wprowadzić nowych tancerzy na rynek. Dać im szansę się sprawdzić, pokryć koszta edukacji. Dzięki formie edukacyjnej projektu, dostałem pozwolenie na dodatkowe umowy, na które nie mógłbym liczyć w ramach powiększenia zespołu. Dzięki temu rezydenci mogą ćwiczyć z profesjonalnym zespołem, nie muszą za nic płacić, a dodatkowo na udziale w spektaklach zarabiają, więc mają się z czego utrzymać. To też wzmacnia zespół: wprowadza świeżą krew, element konkurencji. Tak naprawdę, wprowadza nową energię.
Jakie było zainteresowanie projektem?
Po ogłoszeniu naboru w ciągu dwóch tygodni dostaliśmy prawie 400 zgłoszeń. Wybraliśmy cztery osoby.
Jakie są plany na czas rezydentury tancerzy?
W tej edycji zaplanowaliśmy jedną premierę, czyli Requiem i trzy wznowienia, więc jesteśmy w stanie zobaczyć, jak pracują, jak szybko uczą się kroków, czy są chętni do pracy, albo czy to nie jest tylko słomiany zapał do tego, żeby być tancerzem.
Wśród zwyciężczyń, bo to są cztery młode kobiety, jest tylko jedna Polka. W Zespole Baletowym Opery Krakowskiej, większość tancerzy to obcokrajowcy. Z czego to wynika?
Teraz szkoły w Polsce wyglądają trochę inaczej niż kiedyś. Każdy uczeń, który idzie do szkoły baletowej, musi myśleć o tym, że będzie potrzebował zdobyć drugi zawód, ponieważ tancerzom zabrano przywilej emerytalny. Rząd uważa, że my tancerze powinniśmy pracować do 65. roku życia na scenie tańcząc, a zawodowe tancerki do 60. roku życia. Tymczasem to nie była “wcześniejsza emerytura”, jak to opisywano. Kariera w zawodzie tancerza jest krótka. Po zakończeniu pracy, co dzieje się około czterdziestki, człowiek się tylko i wyłącznie leczy. Tancerze mają schorzenia stawów, skręcone kostki, skręcone kolana, problemy z biodrami etc.
Balet to wyjątkowo ciężki zawód. To nie jest zajęcie, w którym po pracy można ciągnąć drugą profesję. To nie jest tylko pasja. Temu trzeba się poświęcić. To jest styl życia. To nie jest praca “od-do”, bo to jest wielokrotnie praca “przed” i praca “po”. W obecnej sytuacji uczniom trudno oddać się w całości tańcowi, przez co w polskich szkołach baletowych w dużej mierze mamy tylko pasjonatów, bo ci młodzi ludzie nie mogą sobie na więcej pozwolić. Kiedyś było sześciu ośmiu panów, którzy ukończyli klasę z dyplomem, teraz jest może jeden, a czasami nie ma w ogóle. Zabierając tancerzom przywileje emerytalne, trochę upokorzono szkolnictwo artystyczne.
Czy ktoś z tym walczy?
Razem ze Związkiem Artystów Scen Polskich walczymy już od jakiegoś czasu, żeby przywrócono przywileje emerytalne zawodowym tancerzom, ale zawsze są ważniejsze tematy. Jesteśmy małym środowiskiem. Podejrzewam, że jeśli byśmy wyszli i zaczęli palić opony, to pewnie ktoś by nas zauważył, a że tego nie robimy, to jest jak jest.
Mówiąc o przyszłości tancerzy po zakończeniu kariery, warto zauważyć, że projekt Balet-Rezydent jest też szansą na sprawdzenie się w nowej roli jednej z solistek Baletu Opery Krakowskiej, Mizuki Kurosawy, która dostała rolę opiekunki rezydentów.
Zależy mi na tym, żeby osoby, które zdobyły autorytet w tym zespole, miały okazję sprawdzić się w czymś nowym. Widziałem, że Mizuki ma w sobie inicjatywę organizacyjną, więc stwierdziłem, że dobrze by było, gdyby również spróbowała czegoś nowego. Zobaczymy czy jej to spodoba, czy też nie.
A co z przyszłością innych członków zespołu?
Mam kilka pomysłów, jak wprowadzić możliwość przekwalifikowania dla tancerzy. To przecież ludzie, którzy znają teatr od podszewki: wiedzą jak funkcjonuje scena, jak funkcjonują pracownie, może nawet wiedzą, jak funkcjonuje marketing czy inne działy. Ci ludzie odnajdą się praktycznie wszędzie. Znam tancerzy, którzy zostają elektrykami czy pracownikami technicznymi. Myślę o tym, żeby w ramach reorientacji zawodowej próbować chętnych oddelegowywać do tych spraw, którymi się interesują tak, żeby, jeśli zechcą, mogli zostać w instytucji, z którą już są związani. Wiemy, ile kosztuje wykształcenie pracownika, który nie zna struktur instytucji. Potrzeba 2-3 lat, żeby taka osoba się odnalazła. A tu mamy człowieka, który zna instytucję kompletnie, ale nie wie na przykład, jak obsługiwać stół do oświetlenia. Wszystkiego się można nauczyć, a tancerze to osoby wyjątkowo zdyscyplinowane. Przyzwyczajone do regularnej, sumiennej pracy.
Trudno zaprzeczyć!
Najbliższe spektakle baletowe z udziałem rezydentek baletu:
„Requiem”
„Igraszki miłosne Carmen”
„Kopciuszek”
„Carmina Burana”
fot. A. Kotelnikov
„Requiem”
„Igraszki miłosne Carmen”
„Kopciuszek”
„Carmina Burana”
fot. A. Kotelnikov